Wisła Kraków – Górnik Łęczna 3:2. Emocjonujący mecz w Krakowie i pięć goli do przerwy

Wisła Kraków wygrała z Górnikiem Łęczna 3:2 w meczu Betclic 1. ligi rozegranym przy ul. Reymonta. Spotkanie w Krakowie dostarczyło ogromnych emocji – wszystkie gole padły jeszcze w pierwszej połowie, a „Biała Gwiazda” dwukrotnie musiała odrabiać straty.

W Krakowie miało być spokojne dopisanie trzech punktów. Skończyło się na meczu, w którym Wisła Kraków dwa razy musiała odrabiać straty, a Górnik Łęczna długo trzymał wynik w niepewności. Ostatecznie „Biała Gwiazda” wygrała 3:2, ale styl tego zwycięstwa może zostawić więcej pytań niż odpowiedzi.

Od pierwszego gwizdka widać było jedno – gospodarze nie zamierzają kalkulować. Wisła zamknęła rywali na ich połowie, szybko budowała akcje i seryjnie egzekwowała rzuty rożne. Problem polegał jednak na tym, że z tej przewagi długo nic nie wynikało. Brakowało konkretu w polu karnym, a kolejne dośrodkowania kończyły się wybiciami obrońców. I wtedy wydarzyło się coś, co w tym sezonie przy Reymonta zdarzało się już wcześniej. Pierwszy poważny wypad gości – i od razu gol. W 11. minucie zawodnicy Górnika wykorzystali moment nieuwagi w defensywie Wisły i objęli prowadzenie. To był zimny prysznic dla gospodarzy, którzy wcześniej kontrolowali tempo gry.

Reakcja przyszła jednak stosunkowo szybko. Kilka minut później Wisła wyrównała po efektownym uderzeniu z dystansu. Strzał z około 30 metrów wpadł idealnie przy słupku i przywrócił mecz do punktu wyjścia. Wydawało się, że od tego momentu gospodarze przejmą pełną kontrolę. Nic bardziej mylnego.

W 29. minucie to znów Górnik zadał cios. Dośrodkowanie w pole karne i skuteczne wykończenie akcji głową – obrona Wisły po raz kolejny została zaskoczona. Goście nie zamierzali się cofać, a krakowianie znów musieli gonić wynik. I znów – odpowiedź była natychmiastowa. Najpierw wyrównanie po składnej akcji w polu karnym, a chwilę później decydujący cios jeszcze przed przerwą. Strzał z dystansu, precyzyjny, przy słupku – i Wisła po raz pierwszy w tym meczu wyszła na prowadzenie. Do szatni schodziła już jako zespół minimalnie lepszy, choć przebieg gry tego nie oddawał w pełni.

Wisła zwalnia, ale awans… coraz bliżej. Wystarczy kilka punktów

Druga połowa była zupełnie innym widowiskiem. Tempo wyraźnie spadło, a sytuacji bramkowych było zdecydowanie mniej. Wisła częściej utrzymywała się przy piłce, próbowała kontrolować mecz i szukać kolejnych okazji, ale brakowało dokładności w kluczowych momentach. Z kolei Górnik ograniczył się do kontrataków i prób wykorzystania przestrzeni za linią obrony gospodarzy. Kilka razy zrobiło się groźnie, jednak bez konkretnego efektu. Z upływem czasu było widać, że gościom zaczyna brakować argumentów, choć do końca pozostawali w grze.

Końcówka przyniosła jeszcze jeden niepokojący moment dla kibiców Wisły – uraz jednego z kluczowych zawodników ofensywnych, który musiał opuścić boisko. Na ten moment trudno ocenić, jak poważna jest kontuzja. Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie. Wisła wygrała 3:2 i dopisała kolejne trzy punkty, ale trudno mówić o meczu pod pełną kontrolą lidera. To było zwycięstwo wywalczone, momentami chaotyczne, z widocznymi problemami w defensywie.

Z perspektywy kibiców – świetne widowisko. Z perspektywy sztabu szkoleniowego – materiał do bardzo konkretnej analizy.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry