Na ten moment kibice czekali ponad cztery lata. Wisła Kraków wróciła do PKO BP Ekstraklasy od zwycięstwa, pokonując przy Reymonta GKS Katowice 2:1. Gospodarze byli o krok od znacznie wyższej wygranej, ale trzeciego gola anulowała analiza VAR.
Po czterech sezonach spędzonych na zapleczu Ekstraklasy Wisła Kraków ponownie wybiegła na boisko jako klub najwyższej klasy rozgrywkowej. Niedzielny mecz z GKS-em Katowice był nie tylko inauguracją nowego sezonu, ale także symbolicznym zakończeniem jednego z najtrudniejszych okresów w najnowszej historii „Białej Gwiazdy”. Na trybunach przy ul. Reymonta panowała wyjątkowa atmosfera, a kibice liczyli na udany początek nowego rozdziału.
Pierwsze minuty nie zwiastowały jednak łatwego wieczoru dla gospodarzy. To piłkarze GKS-u Katowice odważniej rozpoczęli spotkanie i już w pierwszym kwadransie stworzyli kilka bardzo groźnych sytuacji. Dwukrotnie znakomicie interweniował Marcel Łubik, który obronił uderzenie Bartosza Nowaka, a chwilę później nie dał się zaskoczyć także Ilji Szkurinowi i Emanowi Markoviciowi. Dzięki postawie bramkarza Wisła utrzymała bezbramkowy remis.
Z każdą kolejną minutą krakowianie coraz pewniej czuli się na boisku. Najaktywniejszy w ofensywie był Frederico Duarte. Portugalczyk najpierw zmusił Gabriela Kobylaka do trudnej interwencji, a pod koniec pierwszej połowy trafił w słupek. Kilkadziesiąt sekund później upadł jeszcze przed polem karnym po starciu z rywalem, jednak sędzia Łukasz Kuźma nie dopatrzył się przewinienia. Do przerwy gole nie padły, choć obie drużyny miały swoje okazje.
Po zmianie stron Wisła wyszła na murawę zdecydowanie bardziej ofensywnie. Sygnał do ataku dał Alan Uryga, który po dośrodkowaniu Kacpra Dudy minimalnie przestrzelił głową. Chwilę później kapitan gospodarzy został sfaulowany w polu karnym przez Marcina Wasielewskiego. Arbiter bez wahania wskazał na jedenasty metr. Rzut karny pewnie wykorzystał Marko Božić. Choć Gabriel Kobylak wyczuł intencje strzelca, nie zdołał odbić piłki. Tym samym Chorwat zdobył pierwszą bramkę Wisły Kraków po powrocie do PKO BP Ekstraklasy i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie.
Wisła nie zamierzała zwalniać tempa. Zaledwie kilka minut później Raoul Giger popisał się precyzyjnym dośrodkowaniem z prawego skrzydła, a Jordi Sánchez idealnym uderzeniem głową podwyższył wynik na 2:0. Stadion przy Reymonta eksplodował z radości, a wszystko wskazywało na to, że beniaminek odniesie bardzo efektowne zwycięstwo. Jeszcze większa euforia wybuchła w 64. minucie. Jordi Sánchez ponownie umieścił piłkę w siatce po zamieszaniu w polu karnym GKS-u. Tym razem jednak radość trwała tylko chwilę. Sędzia został wezwany do monitora przez zespół VAR i po analizie anulował trafienie, uznając, że Hiszpan zagrywał piłkę ręką przed oddaniem strzału. Wynik pozostał bez zmian.
Nieuznana bramka wyraźnie pobudziła gości. GKS Katowice ruszył do odrabiania strat i coraz częściej gościł pod bramką Marcela Łubika. Najpierw Eman Marković minimalnie chybił, a w 77. minucie kontaktowego gola zdobył Szymon Bartlewicz, który wykorzystał dobre podanie i pokonał bramkarza Wisły. Końcówka spotkania była nerwowa. Katowiczanie próbowali doprowadzić do wyrównania, natomiast Wisła skupiła się na odpowiedzialnej grze w defensywie i szukała okazji do kontrataków. Gospodarze nie pozwolili już rywalom stworzyć klarownych sytuacji, dzięki czemu mogli cieszyć się z kompletu punktów.
W następnej kolejce „Biała Gwiazda” zmierzy się na wyjeździe z Piastem Gliwice.





















