Wisła Kraków nie wykorzystała okazji, by jeszcze mocniej odskoczyć reszcie stawki Betclic I ligi. W 21. kolejce lider rozgrywek tylko zremisował na wyjeździe z Pogonią Grodzisk Mazowiecki 1:1, choć obraz meczu chwilami sugerował, że krakowianie powinni być zadowoleni już z samego faktu, że wracają do domu z jednym punktem. Gospodarze byli bowiem bliżej rozstrzygnięcia spotkania na swoją korzyść, a Wisła odpowiedziała – i to pośrednio przy pomocy rywali – dopiero w końcówce drugiej połowy.
Początek zapowiadał jednak coś innego. „Biała Gwiazda”, wciąż opromieniona pewnym zwycięstwem z GKS Tychy na inaugurację po zimowej przerwie, ruszyła na Pogoń z zamiarem szybkiego ustawienia meczu. Statystyki ofensywne wyglądały obiecująco, ale na boisku brakowało konkretów. W 17. minucie zrobiło się gorąco, lecz Angel Rodado skiksował w sytuacji, która powinna przynajmniej zakończyć się strzałem w światło bramki. Gospodarze odpowiedzieli od razu, gdy Mateusz Szczepaniak przetestował refleks Patryka Letkiewicza. Później to Paweł Kieszek miał pełne ręce roboty – najpierw po mocnym strzale Macieja Kuziemki, a chwilę później po główce Rodado. Po tej serii akcji emocje w pierwszej połowie opadły. Obie drużyny długo wymieniały ciosy, które w praktyce nie wyrządzały żadnych szkód.
Po przerwie narracja meczu odwróciła się o 180 stopni. Pogoń, dotąd grająca rozsądnie, ale dość zachowawczo, ruszyła na Wisłę z zamiarem wykorzystania każdej słabości lidera. Udało się niemal natychmiast – w 54. minucie po stałym fragmencie gry do piłki wyskoczył Jakub Niewiadomski i wykorzystał fatalne wyjście Letkiewicza, który minął się z dośrodkowaniem. Pogoń poczuła krew i moment później powinna prowadzić już 2:0. Jakub Jedrasik miał przed sobą jedynie bramkarza, ale zamiast do siatki trafił… w Josepha Colleya. To była pierwsza z kilku akcji, które miejscowi będą wspominać jeszcze długo.
Letkiewicz, który wcześniej zawinił, w kolejnych minutach bronił Wisłę przed pogrążeniem. Najpierw wyłapał groźny strzał z rzutu wolnego autorstwa Kacpra Łosia, a zaraz potem zatrzymał uderzenie Stanisława Gieroby. Lider I ligi znalazł się w defensywie – i to nie tylko dosłownie. To Pogoń prowadziła grę, stwarzała kolejne sytuacje i coraz mocniej naciskała, by zamknąć spotkanie. Tyle że niewykorzystane okazje w piłce często wracają ze zdwojoną siłą.
PO DRUGIEJ STRONIE BŁOŃ: Cracovia zatrzymała lidera. 0:0 z Jagiellonią po meczu bramkarzy
W 75. minucie wróciły. Wisła, która w drugiej połowie nie miała zbyt wielu argumentów, nagle doprowadziła do remisu. Wszystko zaczęło się od wrzutki Filipa Baniowskiego, którą Aleksander Gajgier niefortunnie przedłużył pod nogi – a właściwie pod głowę – Angela Rodado. Hiszpan nie zastanawiał się ani chwili, strzelając z bliska i wykorzystując prezent od defensora Pogoni. Krakowianie wyrównali, mimo że w tej fazie meczu to gospodarze byli stroną znacznie groźniejszą.
Pogoń zareagowała natychmiast, jakby chciała odzyskać to, co jeszcze chwilę wcześniej miała na wyciągnięcie ręki. Letkiewicz musiał ponownie interweniować, a w 82. minucie Wisła mogła nawet wyjść na prowadzenie – znów po akcji Baniowskiego, lecz tym razem Jordi Sanchez zakończył ją strzałem obok słupka. Sam mecz w końcówce nabrał nerwowego charakteru. Wisła próbowała przejąć inicjatywę, Pogoń szukała kontr, a obie strony zdawały sobie sprawę, że jedna pomyłka może przesądzić o wyniku. Najbliżej szczęścia byli gospodarze, bo to po strzale Gieroby piłka przeleciała minimalnie nad poprzeczką. Ostatecznie kibice w Grodzisku Mazowieckim musieli pogodzić się z podziałem punktów, a Wisła – z drugim z rzędu meczem, w którym wynik bardziej wymęczyła, niż wypracowała.
Remis oznacza, że lider pozostaje liderem, ale przewaga nad resztą stawki nie rośnie. Co więcej, Pogoń – mimo że tylko zremisowała – umocniła się na drugim miejscu, choć strata do Wisły wynosi aż 12 punktów. Jednocześnie różnice w tabeli są tak niewielkie, że od pozycji wicelidera do dziesiątej lokaty dzielą zaledwie cztery punkty. To dlatego w Grodzisku mówią o rozczarowaniu: prowadzenie z Wisłą, kontrola przez większość drugiej połowy i brak wygranej mogą odbić się czkawką w dalszej części sezonu.
Wisła natomiast wywozi z Mazowsza punkt, który bardziej ratuje jej serię meczów bez porażki, niż spełnia sportowe ambicje. Piąte takie spotkanie z rzędu jest jednak faktem – choć tym razem lider musiał liczyć bardziej na błędy rywali niż na własną przewagę. Teraz przed krakowianami kolejny etap walki o utrzymanie pierwszego miejsca, a wnioski z Grodziska powinny być oczywiste: przewaga w tabeli nie zagra sama. Tu trzeba jeszcze trafiać do bramki





















