Po miesiącu śledczy potwierdzili tożsamość 20-latka, który zginął w płonącym samochodzie na ul. Księcia Józefa. Ofiarą tragicznego wypadku okazał się student AGH. Rodzina przez wiele tygodni czekała na możliwość zorganizowania pogrzebu.
Do tragedii doszło w nocy z 19 na 20 marca 2026 roku. Około godziny 2:00 samochód osobowy jadący ulicą Księcia Józefa uderzył w drzewo. Siła uderzenia była na tyle duża, że pojazd niemal natychmiast stanął w płomieniach.
Na miejsce wezwano służby ratunkowe – straż pożarną, policję oraz zespół ratownictwa medycznego. Strażacy skupili się przede wszystkim na opanowaniu ognia i zabezpieczeniu miejsca zdarzenia, by nie dopuścić do jego rozprzestrzenienia. Akcja gaśnicza była trudna ze względu na intensywność pożaru oraz zniszczenia pojazdu po uderzeniu. Po ugaszeniu ognia w środku samochodu odnaleziono zwęglone ciało jednej osoby. Już wtedy było jasne, że identyfikacja ofiary może potrwać długo. W takich przypadkach standardowe metody rozpoznania są niewystarczające, a śledczy muszą sięgać po specjalistyczne badania.
Procedura identyfikacyjna trwała niemal miesiąc. Dopiero po przeprowadzeniu szczegółowych analiz potwierdzono, że ofiarą jest 20-letni Krzysztof W., student Akademii Górniczo-Hutniczej, który łączył naukę z pracą. Jak wynika z informacji przekazywanych przez bliskich, młody mężczyzna interesował się motoryzacją i wiązał z nią swoją przyszłość. Po zajęciach podejmował pracę, m.in. jako kierowca.
Najbardziej dramatyczny dla rodziny był jednak czas oczekiwania na potwierdzenie tożsamości. Bez zakończenia procedur nie było możliwe przeprowadzenie pogrzebu. Matka zmarłego opisała w mediach społecznościowych, że tygodnie niepewności były dla bliskich ogromnym obciążeniem – Ze względu na konieczność przeprowadzenia długotrwałych procedur identyfikacyjnych czas oczekiwania na możliwość ostatniego pożegnania wydawał się nie mieć końca. Ten miesiąc był dla nas niewyobrażalnie bolesnym wyzwaniem, które przetrwaliśmy tylko dzięki rodzinie i przyjaciołom – napisała.
W innym fragmencie podkreśliła, że jej syn był osobą pełną pasji – Bardzo lubił motoryzację i wszystko, co z nią związane. Zaczął też pracować jako kierowca. Tragiczny wypadek miał miejsce po dniu wykładów oraz pracy do późnych godzin – dodała. Dopiero po zakończeniu wszystkich badań i formalności rodzina mogła zorganizować ostatnie pożegnanie. Krzysztof W. został pochowany na cmentarzu w Rącznej.





















