Żabiniec miał być dowodem, że „da się”. Na razie przetarg unieważniono

Miała być symbolem programu „Da się” i dowodem na odblokowanie wieloletnich inwestycji w Krakowie. Tymczasem miasto musiało unieważnić przetarg na przygotowanie dokumentacji połączenia Żabińca z al. 29 Listopada, bo jedyna firma wycofała się z podpisania umowy.

„Da się” miało być symbolem nowego otwarcia w Krakowie. Projekty, które przez lata kończyły się na wizualizacjach, konsultacjach i politycznych deklaracjach, miały wreszcie wejść w etap realizacji. Jednym z najczęściej pokazywanych przykładów stało się połączenie Żabińca z al. 29 Listopada – inwestycja od lat oczekiwana przez mieszkańców, którzy dziś często skracają sobie drogę przez tory kolejowe. Problem polega na tym, że kilka tygodni po konferencjach, wpisach w mediach społecznościowych i publikacji efektownych wizualizacji projekt wrócił dokładnie tam, gdzie był wcześniej. Miasto nie ma nawet wykonawcy dokumentacji koncepcyjnej.

Pod koniec marca magistrat ogłosił rozpoczęcie przetargu na opracowanie wielowariantowej koncepcji połączenia pieszo-rowerowego pomiędzy ul. Żabiniec a al. 29 Listopada. W materiałach promujących inwestycję pojawiały się grafiki przedstawiające nową przeprawę, tunele pod torami, ciągi pieszo-rowerowe i tereny rekreacyjne. Projekt został wpisany do programu prezydenta Aleksandra Miszalskiego „Da się”, który miał być dowodem na skuteczniejsze realizowanie miejskich inwestycji.

Przekaz był prosty: po latach stagnacji miasto przechodzi do działania. Prezydent zapewniał również, że zabezpieczono środki na realizację zadania – „Środki na realizację tej inwestycji są już zabezpieczone w Wieloletniej Prognozie Finansowej Miasta Krakowa – to 27,5 mln złotych” – mówił Aleksander Miszalski.

W komunikatach łatwo było jednak przeoczyć jedną rzecz. Miasto nie rozpoczynało budowy ani nawet projektowania inwestycji. Ogłoszony przetarg dotyczył dopiero przygotowania wielowariantowej koncepcji oraz programu funkcjonalno-użytkowego, czyli dokumentacji potrzebnej do dalszych etapów. To właśnie na jej podstawie w przyszłości miałby zostać ogłoszony kolejny przetarg – już na projektowanie i budowę.

Radni zwołują nadzwyczajną sesję. Chcą zmusić prezydenta do pokazania planu ogólnego przed referendum

Za postępowanie odpowiadał Zarząd Inwestycji Miejskich w Krakowie. Dokumentacja przetargowa obejmowała opracowanie „wielowariantowej i wielobranżowej koncepcji wraz z programem funkcjonalno-użytkowym dla połączenia pieszo-rowerowego ul. Żabiniec z al. 29 Listopada”. Do przetargu zgłosiła się tylko jedna firma – warszawska spółka Semago. 28 kwietnia ZIM poinformował o wyborze jej oferty. Cena za przygotowanie dokumentacji wynosiła 726 622,50 zł brutto. Oferta uzyskała maksymalną liczbę punktów, ale przede wszystkim dlatego, że była jedyną złożoną w całym postępowaniu.

Kilka tygodni później cały proces się rozsypał. Jak wynika z dokumentów opublikowanych przez ZIM, wykonawca ostatecznie wycofał się z podpisania umowy. Miasto wyznaczyło termin jej zawarcia na 7 maja, jednak 11 maja firma przekazała pismo informujące o odstąpieniu od kontraktu. Ooznacza to konieczność unieważnienia całego postępowania. „Mając na uwadze powyższe, Zamawiający był zobligowany do unieważnienia niniejszego postępowania, biorąc pod uwagę, że w postępowaniu wpłynęła tylko jedna oferta” – napisał dyrektor ZIM Łukasz Szewczyk. Jedna z najbardziej promowanych inwestycji programu „Da się” wróciła do punktu wyjścia jeszcze przed podpisaniem umowy na przygotowanie samej koncepcji.

Historia projektu dobrze pokazuje różnicę pomiędzy politycznym przekazem a rzeczywistością prowadzenia miejskich inwestycji. Wizualizacje i konferencje pozwalają szybko stworzyć wrażenie przełomu, ale później zaczyna się znacznie trudniejszy etap: procedury przetargowe, uzgodnienia, kwestie własnościowe, decyzje administracyjne i negocjacje z wykonawcami. A w przypadku Żabińca skala przedsięwzięcia jest dużo większa niż sugeruje samo określenie „kładka”. Miasto analizuje trzy warianty inwestycji. Obejmują one nie tylko przeprawę nad torami, ale również tunele pod linią kolejową, przebudowę układu drogowego, nowe ciągi pieszo-rowerowe i dodatkową infrastrukturę. Do tego dochodzą jeszcze wymagania PKP związane z planowaną rozbudową infrastruktury kolejowej w tym rejonie Krakowa. Dokumentacja musi uwzględniać przyszłe dodatkowe tory i łącznice kolejowe.

Projekt budzi również opór części mieszkańców. Warianty zakładające budowę elementów drogowych spotkały się ze sprzeciwem działkowców, którzy protestowali już przed magistratem. Miasto próbowało rozwiązać wcześniejsze problemy terenowe poprzez wykorzystanie procedury ZRID, co ma ułatwić pozyskanie gruntów. To jednak jednocześnie zwiększa ryzyko kolejnych konfliktów i wydłużenia całej procedury.

Na razie więc inwestycja, która miała być przykładem sprawnego działania miasta i symbolem przechodzenia od „niedasiów” do realizacji, utknęła już na pierwszym etapie. I właśnie to najlepiej pokazuje, że zarządzanie dużymi inwestycjami miejskimi jest znacznie bardziej skomplikowane niż publikowanie wizualizacji i przekonywanie mieszkańców, że tym razem wszystko po prostu „da się” zrobić szybko.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry