Od 1 kwietnia 2026 roku kierowcy korzystający z autostrady A4 między Krakowem a Katowicami zapłacą jeszcze więcej, choć od lat narzekają na zwężenia, remonty i ograniczenia prędkości na tej trasie. Tymczasem zarządca trasy chwali się rekordowymi zyskami i wypłatą wielomilionowej dywidendy dla akcjonariuszy.
To nie jest primaaprilisowy żart, choć data wejścia w życie nowych stawek mogłaby na to wskazywać. Od 1 kwietnia 2026 roku przejazd koncesyjnym odcinkiem autostrady A4 pomiędzy Krakowem a Katowicami będzie jeszcze droższy. Stalexport, który zarządza trasą, ogłosił kolejną podwyżkę opłat. I zrobił to właściwie w tym samym czasie, gdy pochwalił się bardzo dobrymi wynikami finansowymi za 2025 rok.
Dla kierowców samochodów osobowych oznacza to wzrost stawki z 17 do 18 zł na każdej z dwóch bramek – w Mysłowicach i Balicach. W praktyce przejazd całym, liczącym niespełna 61 kilometrów odcinkiem autostrady będzie kosztował już 36 zł. To kolejna zmiana, która uderza w kierowców korzystających z jednej z najważniejszych tras w południowej Polsce. Zwłaszcza że wielu z nich od dawna zwraca uwagę, iż za coraz wyższymi opłatami nie zawsze idzie równie wysoki standard podróży.
Ta autostrada od lat budzi emocje. Formalnie to ważne połączenie między Małopolską a Śląskiem, w praktyce dla wielu kierowców – droga, na której regularnie trzeba liczyć się ze zwężeniami, remontami i ograniczeniami prędkości. Trudno więc mówić o pełnym komforcie, skoro za przejazd płaci się coraz więcej, a podróż wciąż potrafi przypominać jazdę przez trasę w permanentnej modernizacji. Właśnie dlatego każda kolejna podwyżka wywołuje irytację.
Zmiany obejmą nie tylko kierowców aut osobowych. Motocykliści od 1 kwietnia zapłacą po 9 zł na każdej bramce. Większe podwyżki odczują natomiast kierowcy pojazdów ciężarowych. Dla kategorii 2 i 3 stawka wzrośnie do 32 zł na jednym placu poboru opłat, a dla kategorii 4 i 5 aż do 55 zł. To oznacza, że przejazd całym odcinkiem dla najcięższych pojazdów będzie kosztował 110 zł. Co prawda dla części pojazdów ciężkich nadal przewidziano bonifikaty, ale nie zmienia to najważniejszego – końcowy rachunek i tak będzie wyższy niż obecnie. W przypadku pojazdów kategorii 2 i 3 koszt całej trasy wzrośnie z 60 do 66 zł. Z punktu widzenia branży transportowej to kolejny wydatek, który może później przełożyć się także na ceny przewozów i usług.
Spółka tłumaczy podwyżkę w sposób, który kierowcy znają już niemal na pamięć. Chodzi o inflację, rosnące koszty materiałów budowlanych i wydatki związane z utrzymaniem trasy oraz przygotowaniem jej do przekazania państwu po zakończeniu koncesji. Z tej perspektywy wzrost opłat ma być jedynie korektą dostosowaną do realiów gospodarczych. Problem polega jednak na tym, że użytkownicy tej drogi słyszą podobne wyjaśnienia od lat, a ich cierpliwość najwyraźniej się kończy.
Tym bardziej że niemal równolegle z ogłoszeniem nowego cennika Stalexport poinformował o rekordowych wynikach finansowych. Spółka osiągnęła w 2025 roku zysk przekraczający 179 mln zł. Zarząd zdecydował także o wypłacie dywidendy dla akcjonariuszy w wysokości ponad 185,5 mln zł. To właśnie te liczby najmocniej działają dziś na wyobraźnię kierowców, którzy co kilka miesięcy słyszą o kolejnych wzrostach cen za przejazd.
Z perspektywy spółki taki komunikat ma pokazywać stabilność i dobrą kondycję finansową. W oficjalnych dokumentach podkreślana jest wysoka powtarzalność zysków i atrakcyjny poziom wypłat dla akcjonariuszy. Rzeczywiście, patrząc na ostatnie lata, widać, że dywidenda systematycznie rosła. Tyle że dla zwykłego kierowcy nie jest to informacja neutralna. Trudno nie zestawiać tych danych z kolejnymi podwyżkami, szczególnie gdy codzienne doświadczenie z tej trasy wcale nie musi kojarzyć się z autostradowym komfortem.
W tle jest jeszcze jeden ważny element. Stalexport zarządza odcinkiem A4 Kraków–Katowice tylko do marca 2027 roku. Właśnie wtedy wygasa umowa koncesyjna. Można więc odnieść wrażenie, że spółka wykorzystuje ostatni pełny rok obowiązywania tego modelu do maksimum. To oczywiście nie jest teza, którą firma oficjalnie potwierdza, ale trudno nie zauważyć zbieżności między końcówką koncesji, wysokimi zyskami i kolejnymi podwyżkami opłat. Według wcześniejszych zapowiedzi po wygaśnięciu koncesji trasę przejmie Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Dla kierowców samochodów osobowych oznaczałoby to koniec opłat za przejazd tym odcinkiem.





















