ZDMK naliczył 596 zł za odholowanie. Nie potrafił udowodnić, kiedy ustawiono znaki

Zarząd Dróg Miasta Krakowa zażądał 596 zł za odholowanie samochodu z ulicy Łobzowskiej. Nie potrafił jednak wykazać, kiedy ustawiono znaki ani czy zakaz zatrzymywania się obowiązywał w chwili zaparkowania auta.

Sprawa rozpoczęła się pod koniec sierpnia 2022 roku. Na ulicy Łobzowskiej, w rejonie budynku numer 67, zaplanowano malowanie oznakowania na jezdni. W związku z robotami wprowadzono czasową organizację ruchu. Ustawiony tam znak B-36 zakazywał zatrzymywania się, a umieszczona pod nim tabliczka T-24 ostrzegała, że pozostawiony samochód może zostać usunięty na koszt właściciela.

28 sierpnia strażnik miejski zdecydował o odholowaniu zaparkowanej tam skody. Samochód przewieziono na parking strzeżony, a z danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców wynikało, że jego właścicielem jest Skarb Państwa. Auto pozostawało w dyspozycji Małopolskiego Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Krakowie. Dwa dni później pojazd odebrał pracownik inspektoratu.

W listopadzie 2022 roku Zarząd Dróg Miasta Krakowa poinformował o wszczęciu postępowania dotyczącego ustalenia kosztów odholowania i przechowywania samochodu. Pierwsza decyzja zapadła 1 lutego 2023 roku. Prezydent Krakowa ustalił należność na 596 zł i zobowiązał do jej solidarnego uregulowania pracownika odbierającego pojazd oraz jego właściciela. Na całą kwotę składało się 503 zł za usunięcie samochodu oraz 93 zł za trzy doby jego przechowywania na parkingu strzeżonym.

Czy znaki ustawiono odpowiednio wcześnie?

Małopolski Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego zakwestionował decyzję. Jednym z głównych argumentów było niezachowanie wymaganego terminu przy wprowadzaniu czasowego zakazu zatrzymywania się. Zgodnie z przepisami znak wprowadzający okresowe ograniczenie postoju powinien zostać umieszczony co najmniej pięć dni przed rozpoczęciem obowiązywania zakazu. Kierowcy mają dzięki temu czas, aby dowiedzieć się o zmianie i przestawić pozostawione wcześniej samochody.

Według ustaleń przyjętych przez miejskich urzędników oznakowanie miało zostać zamontowane 23 sierpnia 2022 roku między godziną 1.05 a 1.54. Zakaz zaczął natomiast obowiązywać 27 sierpnia o godzinie 20 i miał potrwać do godziny 20 następnego dnia. Inspektor nadzoru budowlanego wskazywał, że wymagane pięć dni nie upłynęło. Samorządowe Kolegium Odwoławcze w maju 2025 roku uchyliło pierwszą decyzję i przekazało sprawę do ponownego rozpatrzenia. Poleciło dokładnie ustalić, kiedy znaki pojawiły się przy Łobzowskiej 67, na jakich dowodach opiera się ta informacja oraz kiedy zaparkowano samochód. Konieczne było również wyjaśnienie, kto korzystał wówczas z auta. Straż miejska informowała, że pracownik odbierający skodę z parkingu miał przyznać, iż to on pozostawił ją w miejscu objętym zakazem. Mężczyzna później temu zaprzeczył. Twierdził, że jedynie odebrał pojazd i nigdy nie oświadczył, że wcześniej go zaparkował. Urzędnicy ostatecznie uznali, że nie można jednoznacznie wskazać użytkownika samochodu. W listopadzie 2025 roku wydano więc kolejną decyzję, tym razem obciążając kosztami właściciela auta. Po odwołaniu inspektora nadzoru budowlanego Samorządowe Kolegium Odwoławcze pozostawiło obowiązek zapłaty 596 zł.

Dokumenty wskazywały inne ulice

Sprawa trafiła następnie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie. Analiza zgromadzonych materiałów wykazała, że miasto nie dysponowało jednoznacznym potwierdzeniem terminu ustawienia znaków dokładnie przy Łobzowskiej 67. W wiadomości wysłanej 23 sierpnia przez firmę wykonującą oznakowanie wymieniono ulice Kazimierza Wielkiego i Sienkiewicza. Nie pojawiła się tam natomiast Łobzowska. Dopiero w lutym 2023 roku, czyli pół roku po odholowaniu samochodu, pracownik ZDMK zapytał wykonawcę, czy zgłoszone wcześniej nocne roboty obejmowały również rejon budynku numer 67.

Przedstawiciel firmy odpowiedział, że roboty prowadzono w ciągu ulicy Kazimierza Wielkiego, placu Axentowicza i Łobzowskiej. Dokumenty znajdujące się w aktach przedstawiały jednak bardziej skomplikowany obraz. Odnosiły się do kilku różnych prac prowadzonych w innych terminach i miejscach. Jedna z informacji dotyczących ulicy Łobzowskiej obejmowała odcinek od Batorego do Garbarskiej. To miejsce oddalone o kilkaset metrów od budynku numer 67, przed którym stał odholowany samochód. Sąd uznał więc, że korespondencja przywołana przez urzędników mogła dotyczyć zupełnie innej realizacji. W aktach nie znaleziono jednoznacznej informacji przesłanej bezpośrednio po zamontowaniu znaków przy Łobzowskiej 67. Nie można było zatem pewnie stwierdzić, że oznakowanie w tym miejscu rzeczywiście pojawiło się w nocy 23 sierpnia. Równie dobrze znaki mogły zostać ustawione później, już bez zachowania pięciodniowego terminu. Sąd zwrócił uwagę, że późniejsze wyjaśnienia wykonawcy nie usuwały tych wątpliwości. Przeciwnie, informacje dotyczące poszczególnych ulic, odcinków i dat nie były ze sobą spójne.

Pięć dni liczono od niewłaściwego momentu

Samorządowe Kolegium Odwoławcze przyjęło, że samochód został usunięty po upływie pięciu dni od daty wskazywanej jako termin ustawienia znaków. WSA uznał takie rozumowanie za błędne. Wymagany termin powinien być liczony od ustawienia znaków do rozpoczęcia obowiązywania zakazu, a nie do chwili odholowania samochodu. Pięciodniowe wyprzedzenie ma chronić kierowców przed niespodziewanym wprowadzeniem ograniczeń i dać im możliwość odpowiednio wcześniejszego zabrania pojazdów. Sąd nazwał ten wymóg „normą gwarancyjną”. Jeżeli zarządca drogi skróci przewidziany termin, wpływa to na ocenę legalności wprowadzonego zakazu. Może również podważać zasadność odholowania samochodu i obciążenia jego właściciela kosztami. Miasto argumentowało także, że skody nie było na liście pojazdów zaparkowanych przy Łobzowskiej przed ustawieniem znaków. Na tej podstawie przyjęto, że kierowca musiał pozostawić ją później, a więc powinien widzieć zakaz. Sąd zauważył jednak, że wspomnianego spisu w ogóle nie było w aktach sprawy.

Nie ustalono godziny zaparkowania samochodu

Drugą kluczową kwestią była godzina, o której pojazd pojawił się przy Łobzowskiej 67. Czasowy zakaz obowiązywał tylko do godziny 20 w niedzielę 28 sierpnia. Zaparkowanie samochodu po tej godzinie nie stanowiłoby już naruszenia. Straż miejska wykonała zdjęcia auta, ale fotografie nie zawierały informacji o czasie ich zrobienia. Było na nich już zupełnie ciemno. Sąd ustalił, że 28 sierpnia 2022 roku zachód słońca w Krakowie nastąpił o godzinie 19.34. Po nim przez pewien czas trwał jeszcze zmierzch.

Na tej podstawie nie można było wykluczyć, że nocne fotografie powstały po godzinie 20. W aktach zabrakło również innego dowodu, który pozwoliłby jednoznacznie ustalić, czy samochód pozostawiono przed zakończeniem obowiązywania zakazu, czy już później. Dodatkowe wątpliwości wzbudził czas zakończenia prac. Z dokumentów wynikało, że malowanie jezdni ukończono około godziny 11.31. Na zdjęciu wykonanym po robotach skody jeszcze nie było. Samochód pojawił się dopiero na późniejszych fotografiach. WSA zwrócił uwagę, że czasowe oznakowanie powinno zostać usunięte po zakończeniu robót, dla których je ustawiono. W uzasadnieniu sąd postawił pytanie o „racjonalność odholowania tego pojazdu”, jeżeli został zaparkowany dopiero po ustaniu przyczyny wprowadzenia zakazu.

Sprawa wraca do miejskich urzędników

Wyrokiem z 28 lipca 2026 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie uchylił decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego oraz poprzedzającą ją decyzję prezydenta Krakowa. Od SKO zasądzono również 100 zł na rzecz Małopolskiego Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego tytułem zwrotu kosztów postępowania.

Sąd nie umorzył jednak całej sprawy i nie przesądził ostatecznie, że odholowanie samochodu było bezprawne. Postępowanie ma zostać przeprowadzone ponownie. Urzędnicy muszą przede wszystkim ustalić, kiedy dokładnie ustawiono znaki przy Łobzowskiej 67 i czy nastąpiło to co najmniej pięć dni przed rozpoczęciem obowiązywania zakazu. Jeżeli okaże się, że oznakowanie zamontowano prawidłowo, konieczne będzie również ustalenie godziny zaparkowania samochodu. Dopiero wtedy można ocenić, czy jego usunięcie rzeczywiście miało podstawę prawną. Sąd przypomniał jednocześnie, że jeśli po przeprowadzeniu postępowania pozostaną niedające się usunąć wątpliwości dotyczące okoliczności sprawy, urzędnicy powinni rozstrzygnąć je na korzyść właściciela pojazdu.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry