Miała być zieloną wizytówką Krakowa – i rzeczywiście jest. Ulica Krupnicza, która przeszła gruntowną metamorfozę dzięki projektowi z budżetu obywatelskiego, wygląda dziś zupełnie inaczej niż przed remontem. Jest spokojniejsza, bardziej przyjazna pieszym, z miejskimi meblami i strefami zieleni. Minęło już ponad półtora roku od zakończenia prac – i to dobry moment, by sprawdzić, jak ten eksperyment wytrzymał próbę czasu.
Na odcinku od ul. Podwale do ul. Loretańskiej myśl przewodnia wprowadzonych zmian opiera się na koncepcji ulicy typu woonerf – czyli ulicy z uspokojonym ruchem, gdzie piesi mają pierwszeństwo, a samochody są jedynie gośćmi. Taki efekt osiągnięto dzięki rezygnacji z klasycznych krawężników i stworzeniu wspólnej przestrzeni bez podziału na chodniki i jezdnię. Wprowadzono także meble miejskie – ławki, stojaki rowerowe, elementy oświetlenia – i nasadzenia zieleni, które mają nie tylko poprawiać estetykę, ale też działać jak mikroklimatyczne „filtry” w trakcie upałów.
Zaczniemy od dobrej wiadomości: drzewa się przyjęły. Rząd młodych nasadzeń – głównie lip i klonów – wygląda na zdrowy, dobrze ukorzeniony i całkiem bujny. Korony są gęste, liście zielone, nie widać oznak przesuszenia ani usychania. To bez wątpienia największy sukces zielonej Krupniczej. W upalne dni ich obecność robi różnicę – rzucają cień i dają namiastkę oddechu w rozgrzanym mieście. To także dowód, że odpowiednie przygotowanie podłoża, systemy retencyjne i regularne podlewanie mogą przynieść efekty. Zielony szpaler drzew wzdłuż Krupniczej działa dziś tak, jak powinien.









Zaskakująco dobrze radzą sobie też krzewy i rośliny nasadzone w osobnych donicach – zwłaszcza tam, gdzie nawierzchnia tworzy wyraźnie oddzieloną strefę zieloną (na przykład przy zbiornikach ogrodów deszczowych). Te kompozycje są gęste, zdrowe i estetyczne – widać, że zostały zaprojektowane z myślą o konkretnych warunkach glebowo-wodnych i mają zapewnioną lepszą opiekę.





Gorzej wygląda sytuacja z nasadzeniami wzdłuż granitowych murków, gdzie pozostawiono fragmenty rozebranej nawierzchni brukowej w celu umożliwienia roślinom wzrostu. Niestety – wiele z tych roślin sprawia wrażenie osłabionych, rozrzedzonych i niedopasowanych do miejsca. Część wyraźnie nie przyjęła się, inne rosną rachitycznie, jakby warunki w tej lokalizacji im nie służyły.



Największym rozczarowaniem jest natomiast kwestia utrzymania czystości. W okolicy lokalu gastronomicznego, mniej więcej na wysokości numerów 3-5, ulica wygląda źle. Przestrzeń między ławkami a roślinami pokryta jest śmieciami – opakowaniami po jedzeniu, serwetkami, papierkami, plastikowymi butelkami. Część ławek jest zarysowana, brudna, z pozostawionymi odpadami. Na posadzce walają się drobne śmieci, a kosze są niewidoczne lub przepełnione.
– Miał tu być woonerf, a wyszła strefa piknikowa z kebabem – komentuje jeden z mieszkańców, pokazując porozrzucane resztki jedzenia. – To nie wina projektu, tylko braku nadzoru. Tu powinien sprzątać ktoś codziennie.







Zielona Krupnicza w 2025 roku to projekt, który zrealizowano z ambicją i w dużej mierze z sukcesem – szczególnie jeśli chodzi o drzewa i ogólny układ przestrzenny. Krzewy w donicach i przy zbiornikach sprawdzają się, choć te sadzone w pobliżu murków wymagają lepszego doboru gatunków i może innego podłoża.
Największy minus? Utrzymanie czystości. Bez codziennej obecności służb porządkowych nawet najlepiej zaprojektowana ulica zaczyna odstraszać.





















