Hasła o niskich wynagrodzeniach i rosnących wymaganiach pojawiły się na transparentach pracowników Zakład Ubezpieczeń Społecznych, którzy wyszli przed budynki instytucji w Krakowie. Krótki protest był częścią ogólnopolskiej akcji, która tego samego dnia odbywała się w wielu miastach. Związkowcy podtrzymują swoje główne żądanie – podwyżki wynagrodzeń o 1200 zł brutto dla każdego pracownika.
Od 1 kwietnia w całej Polsce trwa strajk pracowników ZUS, którzy domagają się podwyżki 1200 zł brutto na etat. Ich głównym argumentem jest fakt rosnącej odpowiedzialności i zakresu obowiązków przy braku wyższych zarobków. Pierwsze rozmowy między związkami a zarządem ZUS skończyły się jednak bez porozumienia. Związkowcy stawiają sprawę jasno – albo podwyżki i ograniczenie nadgodzin albo spór zbiorowy będzie eskalował. Nie wykluczają przeprowadzenia referendum strajkowego. Dodajmy, że na sfinansowanie oczekiwanych przez pracowników ZUS podwyżek potrzeba około miliarda złotych.
ZUS tymczasem proponuje podwyżki, ale zdecydowanie niższe. Ostatnia propozycja to 284 zł brutto na etat plus 2.000 zł jednorazowej nagrody na pracownika. Koszt tej operacji to nieco ponad 100 milionów złotych. Jak wylicza ministerstwo, pensje w ZUS rosną jednak co roku, choć wolniej niż oczekują ludzie. Od 2019 roku przeciętne wynagrodzenie na etat (razem z nagrodami, „trzynastką” i odprawami) wzrosło o 85 procent. W 2019 roku wynosiło 5.250 zł, w 2025 roku średnio 9.748 złotych brutto.
Manifestacja miała spokojny charakter i trwała około 15 minut. Po jej zakończeniu uczestnicy wrócili do swoich obowiązków. Na 27 kwietnia zaplanowano ogólnopolską manifestację w Warszawa, przed siedzibą Ministerstwo Finansów. Dzień później mają odbyć się kolejne rozmowy.





















